OPERACJA DUNAJ – o kulisach realizacji filmu
Reżyser Jacek Głomb historię o ekranowej Biedroneczce usłyszał w 2004 lub 2005 roku. Polski czołg zaginął w okolicach Złotoryi, kiedy to wyruszył z koszar w Legnicy do Czechosłowacji. Tak przynajmniej opowiadają ludzie pamiętający sierpień 1968 roku. Ile w tym prawdy, nie wiadomo. Według jednej wersji zatonął w jeziorze, według innej załoga zwyczajnie nie chciała walczyć i dała nogę, mówi się także, że żołnierze... zaatakowali NRD i cichcem się ich pozbyto. Tak czy owak opowieść o załodze czołgu zainteresowała twórcę.
Opowiedział ją Robertowi Urbańskiemu, dramaturgowi Teatru Dramatycznego w Legnicy, którego Głomb jest dyrektorem artystycznym i naczelnym. Urbański napisał na ten temat sztukę, która już w lutym 2006 roku została wystawiona na scenicznych deskach. Spektakl odniósł wielki sukces, więc powstał pomysł przerobienia sztuki na scenariusz filmowy. Chwycił zwłaszcza pomysł, by unieruchomić czołg “wbijając” go w ścianę gospody (w sztuce pojazd psuł się w lesie). Jak mówi reżyser: – Historia zostaje wówczas uruchomiona z marszu. Zwłaszcza że to zdarzenie odbiera Czechom możliwość napicia się piwa. W Czechach może się zdarzyć wszystko, łącznie z utratą niepodległości, ale nie może dojść do sytuacji, w której Czech nie będzie się mógł napić piwa. Wszystkie dialogi napisali Robert Urbański i Jacek Kondracki, Czesi po przejrzeniu tylko je doprecyzowali.
Film od początku był pomyślany jako koprodukcja polsko-czeska (co ciekawe, ani Polacy, ani Czesi nie nakręcili wcześniej żadnego obrazu na temat inwazji w 1968 roku!). Reżyser nie chciał, aby polscy aktorzy zagrali naszych południowych sąsiadów. – Czasy gestapowców mówiących na ekranie po polsku, jak było to w “Stawce większej niż życie”, dawno minęły. Nie mogą filmowi Czesi mówić po polsku, bo teraz nie można już stosować takiej umowności. Wiedziałem, że musimy znaleźć “naszych” Czechów – stwierdził Głomb
----------------------------------------------------------------------
Koniecznie przeczytaj naszą recenzję oraz inne dodatkowe materiały
----------------------------------------------------------------------Początkowo twórcy mieli problemy ze znalezieniem odtwórców głównych czeskich ról. Szukano ich bardzo długo, do czasu, gdy projektem zainteresował się urodzony w słowackim Trenczynie producent Rudolf Biermann, mający na koncie takie filmy, jak “Obsługiwałem angielskiego króla”, “Mężczyzna idealny” czy “Wszyscy moi bliscy”. Biermann nakłonił do występu w filmie Boleslava Polivkę (“Szczęście”, “Pupendo”), Evę Holubovą (“Pod jednym dachem”, “Guzikowcy”), a przede wszystkim Jirziego Menzla, znanego i jako aktora, i jako reżysera (“Koniec starych czasów”, “Obsługiwałem angielskiego króla”, “Skowronki na uwięzi” czy “Postrzyżyny”).
Jirzi Menzel został zresztą opiekunem artystycznym projektu. To on namówił reżysera na to, by wzorował się na filmie “Wszyscy moi bliscy”, opowiadającym historię o małżeństwie ukrywającym Żyda, zrobionym jednak z humorem i lekkością. Kupił nawet ten film na DVD i podarował go Głombowi z dedykacją (zagrał w nim jedną z ról). Konsultował ponadto scenariusz i wprowadzał uwagi, odwiedzał plan nawet wówczas, gdy akurat nie występował w żadnej scenie. Asystował także przy montażu, który zresztą robił jego “nadworny” montażysta, Jirzi Brozek.
Czescy aktorzy wzięli udział w projekcie między innymi dlatego, że część z nich pamięta tamte czasy. Jirzi Menzel był w Pradze i, jak mówi, był niezwykle dumny z rodaków, którzy niemal jednomyślnie wygrażali Rosjanom i namawiali ich do zaniechania inwazji. Boleslav Polivka zapamiętał dzień 21 sierpnia 1968 roku z innego powodu. W czasach studenckich zaprzyjaźnił się z grupą młodych Rosjan i zaprosił ich kiedyś do siebie do domu, jeśli akurat przejazdem będą w jego rodzinnych Vizovicach. Rankiem tego dnia z krzykiem obudziła go matka, obwieszczając, że są tu Rosjanie. Aktor ze spokojem krzyknął “Niech poczekają, zaraz zejdę”...
Reżyser na każdym kroku podkreślał świetną współpracę polskich i czeskich aktorów: – Było to inspirujące spotkanie szkoły polskiej i czeskiej. Czesi się paru rzeczy od nas nauczyli, a my od nich takiej naturalności w graniu. To jest najpiękniejsze w Czechach – oni tak grają, jakby nie grali. W polskim aktorstwie czasem widać, że aktor gra, i to nie jest wiarygodne. Dodał również, że: – Oczywiście były napięcia, kłótnie, incydenty, ale to jest normalne. Była ciężka praca, było mało czasu, więc i pewien stres. Jednak myślę, że ani po czeskiej, ani po polskiej stronie nie ma żadnego żalu.
Zdjęcia do filmu powstawały w twierdzy Modlin, czeskiej Sobotce i w Karpnikach koło Jeleniej Góry, w powiecie mysłakowickim. – W jednym z tych urokliwych miasteczek, które wyglądają tak samo, choć dzieli je granica, a ludzie w nich mówią różnymi językami – jak stwierdził reżyser. Wszystkie materiały udało się nakręcić w ciągu zaplanowanych 32 dni zdjęciowych.
Jan Matul
----------------------------------------------------------------------
Koniecznie przeczytaj naszą recenzję oraz inne dodatkowe materiały
----------------------------------------------------------------------Operacja Dunaj to kryptonim interwencji wojsk Układu Warszawskiego, która rozpoczęła się w nocy z 20 na 21 sierpnia 1968 roku. Była to największa operacja wojskowa w powojennej Europie. Zapoczątkowała ją praska wiosna, czyli przemiany polityczne w Czechosłowacji, do których doszło po ogłoszeniu przez I sekretarza KC Komunistycznej Partii Czechosłowacji Alexandra Dubceka budowy “socjalizmu z ludzką twarzą”, co było równoznaczne z uniezależnieniem się kraju od polityki ZSRR. Leonid Breżniew 17 sierpnia podjął decyzję o interwencji zbrojnej.
Od północy, z terenu Polski i NRD, wkroczyli Rosjanie i Polacy (2 Armia Wojska Polskiego pod dowództwem generała brygady Floriana Siwickiego), w działaniach brali też udział żołnierze z NRD, Węgier i Bułgarii. W sumie do Czechosłowacji trafiło około 600 tysięcy żołnierzy (według niektórych danych było ich niespełna pół miliona)!
Władze Czechosłowacji postanowiły nie stawiać zbrojnego oporu, dzięki czemu podczas całej okupacji zginęło tylko 108 osób (kilka innych, jak Jan Palach czy Ryszard Siwiec, dokonało aktu samospalenia w ramach protestu przeciw interwencji).