Dodatki Materiały zza kulis

postheadericon POZDROWIENIA Z PARYŻA – o kulisach realizacji filmu

Można sobie zadać pytanie, co skłoniło 56-letniego obecnie aktora do wykonywania akrobatycznych fikołków z pistoletem w ręku? John Travolta wyjaśnia, że nigdy jeszcze nie grał w filmie o takim natężeniu akcji, poza tym lubi grać postacie różniące się od jego wcześniejszych ekranowych wcieleń. – Zachowanie Waxa jest tak oburzające, że pomyślałem, że fajnie byłoby wcielić się w kogoś tak odmiennego ode mnie – powiedział. No i kto nie chciałby zagrać w filmie Luca Bessona, producenta i pomysłodawcy „Pozdrowień z Paryża”?

To właśnie Besson wymyślił postać rozwichrzonego agenta Charlie’ego Waxa, który ze swą skórzaną kurtką, łysą czaszką i kozią bródką oraz nadpobudliwością jest dokładnym zaprzeczeniem Jamesa Bonda. A przynajmniej utrwalonego przez filmy szpiegowskie wyobrażenia na temat przedstawiciela tajnych służb. Koncepcja komicznego zderzenia takiej właśnie, wyidealizowanej wizji agenta-dżentelmena, którą posiada (i skrycie podziwia) James Reese, pracownik amerykańskiej ambasady, z sylwetką nadpobudliwego Waxa, stanowi istotę fabuły. – Ten projekt dotyczy właściwie relacji pomiędzy tymi dwoma facetami, których współpraca raczej nie zapowiada się dobrze, i to właśnie jest najzabawniejsze – podkreśla reżyser Pierre Morel. Morel jest twórcą „13 dzielnicy” i „Uprowadzonej” (jako operator ma na koncie m.in. „Transportera” i „Taxi 4”) i to między innymi sukces tego ostatniego filmu skłonił Travoltę i Jonathana Rhys-Meyersa („Dynastia Tudorów”, „Wszystko gra”, „Mission: Impossible 3”, „Aleksander”, „Przejażdżka z diabłem”) do zagrania w jego najnowszym dziele. Zdaniem reżysera osobowości obydwu bohaterów filmu dokładnie odpowiadają osobowościom grających ich aktorów. Travolta rozwija postać w miarę zdjęć i eksperymentuje na planie, natomiast Rhys-Meyers staje przed kamerą z dokładnie przemyślaną koncepcją postaci.

From Paris With Love - zza kulis DVD na FILMOPOLIS.pl

Kandydaturę Travolty do roli Waxa zaproponował Besson. W przypadku tego aktora bardzo ważne jest to, że potrafi być jak kameleon i z każdą rolą zmieniać się fizycznie nie do poznania. Nieco przerysowany, a dla wielu zaskakujący wygląd agenta – łysego faceta z bródką, w ubraniu harleyowca – został wymyślony przez niego i Bessona. Aby odróżnić się od wąsatego, krótko ostrzyżonego Rydera z „Metra strachu”, Travolta całkowicie zgolił włosy na głowie i zmienił zarost, a także włożył na siebie czarną skórzaną kurtkę. Inspiracją dla obu panów były też okładki magazynu „Soldier Of Fortune”. – Ci faceci wyglądają wspaniale z tymi swoimi bliznami, ogolonymi głowami i kozimi bródkami – mówi aktor. Przygotowując się do roli agenta działającego w najmroczniejszych zakamarkach Paryża, odbył nocną przejażdżkę po Los Angeles w towarzystwie osób z półświatka.

Granie gorącogłowego Waxa, który najpierw strzela, a potem pyta, i który dokonuje niesamowitych wyczynów rozprawiając się z hordami terrorystów, było dla dobiegającego sześćdziesiątki gwiazdora sporym wyzwaniem fizycznym. Na szczęście dzięki tańcowi pozostaje w dobrej kondycji. – Bez tańca nie byłbym w stanie wykonywać połowy trudnych scen kaskaderskich – wyznaje szczerze. – „Pozdrowienia z Paryża” są najprawdopodobniej filmem o największej ilości scen akcji w całej mojej karierze i bardzo cieszę się z tej dawki ćwiczeń na tym etapie pracy zawodowej. Trzeba w tym miejscu powiedzieć, że umiejętności taneczne Travolty przydały się nie tylko jako czynnik utrzymujący jego ciało w dobrej formie, ale także przy opracowywaniu choreografii scen walki. Aby wprowadzić lekko komediowy charakter tych scen, nadano im cechy tańca, nawiązując przy tym do występów Travolty w „Gorączce sobotniej nocy” i „Grease”.

From Paris With Love - zza kulis DVD na FILMOPOLIS.pl

Z zupełnie innymi wyzwaniami borykał się grający Jamesa Reese’a Irlandczyk Jonathan Rhys-Meyers, dobrze znany polskiej widowni z serialu „Dynastia Tudorów”, w którym brawurowo zagrał Henryka VIII. Rolę ugrzecznionego pracownika ambasady USA powierzono właśnie jemu, gdyż uznano, że jego brytyjska powściągliwość będzie doskonale kontrastować z amerykańską spontanicznością Waxa. Aktor musiał mówić po chińsku, co zresztą praktykował już wcześniej w filmie „The Children Of Huang Shi”. I tym razem było to jednak niesamowicie trudne, ponieważ wymawianie chińskich słów wymaga całkiem innego użycia organów mowy, zwłaszcza języka. Poza tym, aby wypaść naturalnie, Rhys-Meyers musiał wypowiadać się bardzo szybko.

Perspektywa zagrania u boku Travolty nie budziła w nim większych obaw czy nerwowości. – W odróżnieniu od Reese’a, nie spodziewałem się niczego konkretnego po spotkaniu z Travoltą – powiedział. – Powodzenie takich filmów jak „Pozdrowienia z Paryża” zależy od chemii, jaka wytwarza się między aktorami. Mieliśmy szczęście, że przypadliśmy sobie do gustu i to widać na ekranie. Co ciekawe, pierwsze spotkanie obu panów nastąpiło dopiero na planie, w scenie, gdy grane przez nich postacie także widzą się po raz pierwszy (Rhys-Meyers przyleciał do Paryża wprost z planu serialu „Dynastia Tudorów”). Reżyser specjalnie tak to zaaranżował, aby scena wypadła wiarygodnie, ale pozostawał przez to długo w niepewności, czy Travolta i Rhys-Meyers stworzą udany duet. Na szczęście stworzyli.

From Paris With Love - zza kulis DVD na FILMOPOLIS.pl

Kolejną ciekawą postacią w obsadzie jest Polka Katarzyna Smutniak („Gol 3”, „Cichy chaos”, „Carnera – wielki mistrz”, „Haker”), modelka robiąca także we Włoszech karierę aktorki. Dostanie roli tajemniczej dziewczyny Reese’a umożliwiła jej marna angielszczyzna aktorek francuskich, które nie mogły przez to zagrać w „Pozdrowieniach z Paryża”. Pracę u boku bardziej znanych kolegów wspomina bardzo miło, choć nie miała z nimi wiele wspólnych scen. – Moje sceny z Johnem polegały głównie na bieganiu, skakaniu z dachów i okazało się, że dały mi wiele frajdy. Z Jonathanem musieliśmy odegrać głębszą więź, która łączy naszych bohaterów. Od początku zaiskrzyło między nami, więc wspólna gra nie nastręczyła żadnych kłopotów – powiedziała.

Nie wszystko jednak przebiegało na planie bezproblemowo. Dużych kłopotów przysporzyła próba kręcenia zdjęć w zamieszkanej przez imigrantów niebezpiecznej dzielnicy Montfermeil na północy Paryża, znanej z wielkich zamieszek i podpalania samochodów w 2005 r. Miejsce to wybrano z kilku powodów. Po pierwsze – Morel chciał pokazać różne oblicza Paryża, nie tylko eleganckie, znane z pocztówek, ale także mroczniejsze. –Zaczynamy od Wieży Eiffla i malowniczych dzielnic stolicy, ale stopniowo przesuwamy się na obrzeża i pokazujemy to, co niewielu z nas wcześniej widziało – objaśnia.

Po drugie – film miał odnosić się po części do nękających stolicę Francji problemów społecznych, na czym bardzo zależało Travolcie. Po trzecie – władze miasta pragnęły ożywić życie kulturalne Montfermeil. Zgoda na zdjęcia w tej dzielnicy była jednak uzależniona od spełnienia dwóch warunków: zatrudnienia w charakterze statystów jej mieszkańców oraz zakupu żywności u lokalnego producenta. Te szczytne cele nie spotkały się jednak ze zrozumieniem młodych montfermeilczyków, którzy podpalili wszystkie dziesięć samochodów ekipy filmowej. Realizację filmu trzeba było kontynuować w innym miejscu. Mimo tych perturbacji i Travolta, i Rhys-Meyers bardzo miło wspominają pracę we Francji. – Kręcenie tam zdjęć było moim marzeniem od lat – wspomina amerykański gwiazdor.

(Renata Głuszek )