Kristen Stewart – wywiad (ZMIERZCH)
{youtube}fREjpeShur0{/youtube}
(powyżej wersja oryginalna wywiadu, poniżej nasze tłumaczenie)
Właśnie wróciłem z Portland (Oregon) i chciałbym zapytać, jak Ci się podoba panująca tam deszczowa pogoda?
Kristen Stewart: Bardzo lubię Portland. To naprawdę piękne miasto. Jednak pogoda, jaka tam panuje, jest frustrująca.
Chciałem wszystkim wyjaśnić, że podczas jednego dnia w kwestii pogody wiele się tam może zmienić.
K.S.: To prawda, pogoda tam zmienia się co pięć minut.
Mogę sobie wyobrazić, że mając lęk wysokości, zapewne trudno by było odegrać Twoją rolę w tym filmie.
K.S.: Używaliśmy platformy, dzięki której wszystko wyglądało tak, jakbyśmy byli wysoko na drzewach, w rzeczywistości jednak tak nie było. Kręcenie tych scen trwało kilka dni. Cieszę się, że nie musieliśmy używać zielonego ekranu do tego. Czytając scenariusz, myślisz sobie "kolejny film z efektami specjalnymi, więc te efekty specjalne będą pewnie kręcone z wykorzystaniem zielonego ekranu". W rzeczywistości jednak nie mieliśmy na to wystarczającego budżetu.
Musieliście więc używać lin i innego sprzętu do realizacji tych ujęć. Słyszałem, że to bardzo wyczerpujące, gdy trzeba wisieć wysoko nad ziemią, będąc podpiętym do różnych linek.
K.S.: Zgadza się, to wielki wysiłek.
Gdy kręci się sceny w lesie, zapewne trzeba później sprawdzić, czy nie ugryzł kleszcz.
K.S.: Nie cierpię kleszczy.
Za każdym razem, gdy zabierasz swojego psa do lasu w Portland, musisz sprawdzić, czy nie ugryzł go kleszcz. Nie wyobrażam sobie, jak aktorzy mogliby zareagować, gdyby im się to przytrafiło.
K.S.: Aktorzy są dobrze zabezpieczeni przed takimi rzeczami. Nikt nie chce, by tego typu zdarzenia zdenerwowały ich, co mogłoby zepsuć cały dzień zdjęciowy. My, aktorzy, jesteśmy bardzo drażliwymi istotami.
Zawsze dziwnie się czuję, będąc w lesie.
K.S.: Tak, pełno tam kleszczy, pająków i innych żywiących się krwią stworzeń.
Można śmiało stwierdzić, że postać Edwarda w filmie jest postacią życiowo nieszczęśliwą. Czy sądzisz, że Bella czuje się podobnie?
K.S.: Myślę, że nie. Co prawda może się wydawać, że jest outsiderką, że żyje z dala od reszty, na uboczu. Jednak godzi się z tym i potrafi z tym normalnie żyć. To ona pomaga Edwardowi, a nie odwrotnie.
Nie byłem świadomy, o co chodzi w filmie „Zmierzch”, nigdy o nim nie słyszałem. Jednak od momentu, gdy się dowiesz i zaczniesz myśleć o nim, zaczyna się przerażenie.
K.S.: To prawda. Gdy wróciłam do Los Angeles z Pittsburgha, gdzie pracowałam nad innym filmem, przekonałam się, że gdy mało wiesz o „Zmierzchu” i dopiero go poznajesz, możesz się przerazić.
Wspomniałaś o Pittsburghu. Aktualnie tam mieszkam.
K.S.: Mieszkałeś w Portland, teraz w Pittsburghu. (śmiech)
Co tam robiłaś?
K.S.: Pracowałam nad filmem „Adventureland” w reżyserii Grega Mottoli. Jest to komedia z elementami dramatu. Przebywałam tam w okolicach święta Halloween.
Podobał Ci się pobyt w tym mieście?
K.S.: Tak, bardzo. Można się tam poczuć bardziej jak w małym miasteczku niż wielkiej aglomeracji.
Czy przeczytałaś wszystkie książki z serii [„Zmierzch” autorstwa Stephenie Meyer], gdy dowiedziałaś się, że zagrasz w tym filmie?
K.S.: Zmierzasz do tego, jak bardzo powieść i film są podobne do siebie?
Tak.
K.S.: Są prawie takie same. Powieść ma ponad 500 stron. Wszystkie najważniejsze sceny zostały przeniesione na ekran. Wydaje mi się, że wszystkie sceny zostały nakręcone dobrze i oddają to, co miała do przekazania powieść.
Czy próby do sceny pocałunku – najwolniej przebiegającej sceny pocałunku na ekranie, jaką kiedykolwiek widziałem – odbywały się w taki sposób, który przygotowywał was do tego, jak wolno ta scena będzie przebiegać?
K.S.: Tak. Mieliśmy cały dzień na jej nakręcenie. Dla mnie była to jedna z najtrudniejszych scen w całym filmie. Wampiry nie istnieją. Trudno więc przewidzieć, co można czuć i jak można się zachowywać w ich otoczeniu. Bardzo trudno było odpowiednio do tego podejść.
<----------------------------------------------------------------------