Dodatki Wywiady

postheadericon Neil Marshall - wywiad (Doomsday)

Spis treści
Neil Marshall - wywiad (Doomsday)
wywiad - druga część
wywiad - trzecia część
Wszystkie strony

WSKRZESIŁEM WARIACTWO

o filmie i pracy na planie DOOMSDAY opowiada reżyser NEIL MARSHALL

 

DOOMSDAY wywiad - reżyser NEIL MARSHALL

 

Skąd pan zaczerpnął pomysł na ten film?

Dorastałem na północy Anglii, w Newcastle, które leży w pobliżu Muru Hadriana, a potem przeniosłem się do Carlisle, które znajduje się, można tak powiedzieć, na drugim końcu tego muru. I zawsze mnie ciekawiło, jakie okoliczności mogłyby spowodować odbudowanie go, by odciąć w ten sposób kawał kraju. Poza tym w mojej wyobraźni zrodził się obraz średniowiecznych rycerzy walczących ze współczesnymi żołnierzami. Taka właśnie była geneza “Doomsday”.

 

W filmie znajduje się sporo odniesień do klasycznych obrazów postapokaliptycznych, jak “Ucieczka z Nowego Jorku” czy “Mad Max”. Był to od początku celowy zamiar czy też przyszło to panu do głowy dopiero w czasie pisania scenariusza?

Taki był mój zamiar od samego początku. To są filmy, które wciąż chce się oglądać i wspaniale jest, jeśli ludzie odbierają to jak rodzaj hołdu. Ale te inspiracje posłużyły nam tylko jako punkt wyjścia do stworzenia zupełnie innych historii i innych bohaterów. Założenie było takie, aby nakręcić film dla widzów, których nie było jeszcze na świecie w czasach “Mad Maxa”. Chciałem zapoznać ich z tamtymi doświadczeniami, a jednocześnie stworzyć coś nowego.

 

Wielu ludzi uważa, że “Doomsday” stanowi powtórkę “28 dni później”…

Nie sugerowałem się tym obrazem w czasie tworzenia scenariusza.

 

Ostatnio pojawiło się sporo filmów o wirusach. Co różni pańskiego “Żniwiarza” od wirusa z tamtego filmu?

To, że zabija od razu. Inne wirusy są znacznie łagodniejsze, nie uśmiercają ludzi. Wpędzają ich w szaleństwo, ale nie mordują. Nawet w takim dziele jak “Jestem legendą” pozostawiają zarażonych przy życiu. Ale jeśli zaraziłeś się żniwiarzem, umierasz w bardzo, ale to bardzo straszliwy sposób. Twoje organy wewnętrzne rozpływają się i krwawisz z każdego otworu. I właściwie gnijesz od środka.

 

Obmyślenie takiej choroby z pewnością wymagało starannych badań. Jakich wskazówek udzielił pan odpowiedzialnemu za charakteryzację Paulowi Hyettowi?

Powiedziałem mu, żeby absolutnie unikał efektu zombi, a tylko sprawił, by ludzie wyglądali na bardzo chorych. Co do przygotowań, dałem Paulowi wolną rękę, a on skupił się na chorobach skóry i chorobach wenerycznych, które są bardzo odrażające.