Dodatki Wywiady

postheadericon David Hackl – wywiad (PIŁA V)

Spis treści
David Hackl – wywiad (PIŁA V)
część 02
Wszystkie strony

SAW V – DAVID HACKL - tekst na FILMOPOLIS.pl

O realizacji PIŁY V opowiada reżyser David Hackl


Przy poprzednich trzech częściach “Piły” pracował pan jako scenograf. Jakie to uczucie, gdy się zostaje reżyserem kolejnej?

Nie było w tym aż tak wielkiej różnicy, jak sądziłem, przede wszystkim dlatego, że bardzo ściśle współpracowałem z Darrenem Bousmanem [reżyser “Piły” II-IV] przy poprzednich filmach. Nawiasem mówiąc, śmieszy mnie nazywanie mnie scenografem, ponieważ byłem głównie facetem od pułapek. Do mnie wraz z innymi należało tworzenie pułapek, a musiały one być za każdym razem inne.

Czy znajduje pan jakieś wskazówki w scenariuszu?

Nie, scenariusze są bardzo ogólnikowe, sugerują jedynie np., że “to jest najbardziej zabójcza pułapka Jigsawa”. Tak więc nie pozostaje nam nic innego, jak zakasać rękawy i wziąć się do roboty. Nie ma pułapek, nie ma filmu.

Od czego pan zaczyna pracę?

Od współpracy ze scenarzystami, którzy przychodzą z bardzo mglistymi koncepcjami. Ich realizacja jest często bardzo trudna, ponieważ pułapki muszą spełniać pewne kryteria. Z jednej strony muszą przekonująco wyglądać na śmiertelnie niebezpieczne, z drugiej gwarantować aktorom bezpieczeństwo. Konstruuje je inżynier Jason Ehl, starannie obliczając, co do centymetra, wielkość ostrzy, klap czy trybów. Gdyby nie była właściwa, mogłoby się wydarzyć coś złego.

Istniało takie zagrożenie na planie “Piły V”?

Jest taka pułapka, ta okropna szklana, która odgrywa kluczową rolę w historii i którą aktor Scott Patterson musiał włożyć sobie na głowę, gdyż grany przez niego agent Strahm jest torturowany. Było to dla Scotta bardzo niebezpieczne. Podjęliśmy wszelkie środki bezpieczeństwa, niemniej ciągle istniało ryzyko, że aktor może zginąć. Nie wiedziałem, co robić, ponieważ bardzo mi zależało na tej scenie, ale jednocześnie byłbym w stanie zrozumieć odmowę Scotta. On to jednak zrobił. Był wspaniały, lecz wiązało się z tym wielkie napięcie. Jeden fałszywy ruch i mogło się skończyć dla niego bardzo źle.

Zawsze był taki odważny?

Nie. Któregoś razu po prostu powiedział: “Nie zrobię tego”. Dodam, że próbował, ale mu się nie udało. Wszyscy byli na planie, w pomieszczeniu przystosowanym do roli pułapki, i nie mogliśmy nic zrobić. Powiedziałem więc: “Zgoda, zbudujemy inną pułapkę”.

Nie miał pan nigdy wątpliwości, że nie tędy droga?

Rzecz jasna jako reżyser obawiałem się, że nie uda nam się osiągnąć celu, że powinniśmy byli uciec się do efektów wizualnych albo czegoś w tym rodzaju, ale nie zrobiliśmy tego. Nie zrobiliśmy tego ze względu na Scotta. On naprawdę spalał się na planie!